5.12.2015

Rozdział drugi "Ja, Toivo"

- Mieliście zaczekać na m ó j sygnał – starałem się opanować gniew, jednak czułem, że lada moment to on przemówi. Siedzieliśmy w samochodzie i zmierzaliśmy do Dinding. Na siedzeniu za mną leżał nieprzytomny ember-allat. Samochód podskakiwał jadąc po kamiennej ścieżce, a nieprzytomny chłopak skakał góra-dół-góra-dół. - Znowu by nam uciekł, tak jak i ta ruda – powiedział szczerząc zęby Irving - A tak to już go mamy i jedziemy wesoło do bazy. Irving miał 20 lat. Liczył około dwóch metrów wzrostu i miał jasne, tępe oczy. Ciemna grzywka zawsze niechlujnie opadała mu na twarz, a usta delikatnie ustawiały się w łobuzerski uśmiech. - Carmen – poprawiłem go – I ona jest brunetką… Mniejsza. Oni powinni nam zaufać i sami chcieć wrócić. Zaufanie jest niezbędne do resocjalizacji. Nie używamy siły i przemocy, nie chcemy dawnego świata tylko nowego, lepszego. - Zaufa nam w bazie – zaśmiał się Irving. - Niech cię czarci chwycą z taką pustą mózgownicą – odezwał się nagle Quinn – Dylan, nie kłóć się z głupim bo postronni nie zauważą różnicy - zwrócił się do mnie podając butelkę z Whisky. - Zabierz tą morderczą maszynę z moich oczu- mruknąłem przewracając oczami.
Quinn był ode mnie młodszy o pięć lat. Z wyglądu przypominał typowego naukowca. Miał krótkie jasne włosy, skórę z bliznami po trądziku i duże okulary. Nie należał do odważnych, ale był mądry. Często sypał cytatami ze starych książek. Bał się przygód, a na ekspedycje wysyłano go jedynie po to aby wszystko opisywał. Posiadał o wiele bardziej rozbudowane słownictwo od wszystkich w bazie. Byliśmy coraz bliżej bazy.Zamieniłem się miejscem z Quinnem, który obawiał się, iż nieprzytomny chłopak na siedzeniu nagle się obudzi. Bał się „mutantów”, opowiedział mi o tym gdy podczas jednej z ekspedycji pokazałem mu Carmen. Dziewczyna spała wtedy na jednym z drzew. Zawołałem go cicho, a on zrobił się blady. Musiałem zawołać Konrada, który wtedy nam towarzyszył, aby pomógł mi go przenieść do namiotu. Wyglądało to śmiesznie, a jednocześnie niepokojąco. Gdy Quinn doszedł do siebie powiedział nam o swojej fobii. Nagle ember-allat otworzył oczy. Podskoczył tak gwałtownie, że prawie wypadł z naszego Bronto Landole , którego pieszczotliwie ochrzczono w bazie Białą Falą. - Spokojnie – mruknąłem widząc jak Quinnowi i Irvingowi trzęsą się dłonie.
Samochód zjechał na pobocze i wyhamował z piskiem opon. - Hi-ja-u – wydyszał podnosząc się z podłogo samochodu. Quinn pobladł i szybko wysiadł. Irving przewrócił oczami i zasunął okna, aby ember-allat nie mógł uciec. - Jedziemy do twojego domu. Chcemy naprawić kilka spraw - powiedziałem i zaraz tego pożałowałem - Rozumiesz mnie ? – zapytałem po chwili ciszy. - Hi-ja-u dom – powtórzył jak gdyby się dusił.
Miał jasne, lekko rudawe włosy sięgające łopatek i bladą skórę. Na lewym policzku widniała poszarpana blizna. Ubrany był w skórę jakiegoś zwierzęcia, która jedynie zakrywała jego czułe miejsce. Był bardzo chudy i brakowało mu mięśni. Duże ciemnozielone oczy patrzyły na mnie ze strachem. - Hijau nie jest twoim domem. Dom jest tam gdzie rodzina. Urodziłeś się w Digding i to ono jest twoim domem. - Hijau dom - powiedział bardziej stanowczo.
Miał ciepły, ale schrypnięty głos. - Kto cię nauczył ludzkiej mowy? - zapytałem. Ember-allat przyłożył dwa palce do lewego ucha i skulił się wydając z siebie dziwny odgłos. - Masz jakieś imię ? - Poddany 183… - powiedział zdezorientowany zmianą temat. Mimowolnie prychnąłem. Chłopak popatrzył na mnie dziwnie. - Wybacz. Poddany 183 to nie imię. Imię to na przykład Irving, Kiara, Konrad. 
Zobaczyłem na twarzy towarzysza uśmieszek gdy wymieniałem jego imię. - Jak masz na imię? - zapytał chłopak. - Jestem Dylan- odpowiedziałem ciepło. - Dylan to nie Hijau… - Tak, nie jestem z Hijau, ty nie jesteś z Hijau, Quinn nie jest z Hijau. Nikt z nas nie jest z Hijau. Poddany 183 wzruszył ramionami i ponownie usnął.
Siedziałem chwilę zdezorientowany, a Irving zaczął się śmiać. Gdy Quinn zdał sobie sprawę, że „mutant” postanowił pójść spać wsiadł do Białej Fali i zaczęliśmy dyskutować. - Nie ucieka. - Nie gryzie. - Mówi. - Nie warczy. - Rozumie. - Myśli.
- Pyta. - Powtarza. - Stop ! Fakt, faktem jest inny niż Carmen i Wiktor, ale to nic nie znaczy. Może okazać się naszą nadzieją i szansą, ale jednocześnie zgubą i porażką. Teraz musimy zmusić go aby chciał się zmienić…
- A podobno mamy ich do niczego nie zmuszać - powiedział przekręcając kluczyk Irving.
Przewróciłem oczyma. Przed oknem mignęły mi włosy Carmen. Hijau zaczęło znikać, a przed Białą Falą pojawiły się zarysy szarości bram Dinding. Przejeżdżając pod murami poczułem ukłucie w brzuch. Wiedziałem, że rozpętałem wojnę.
**********************************************************************************************************************************

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz