Quinn był ode mnie młodszy o pięć lat. Z wyglądu przypominał typowego naukowca. Miał krótkie jasne włosy, skórę z bliznami po trądziku i duże okulary. Nie należał do odważnych, ale był mądry. Często sypał cytatami ze starych książek. Bał się przygód, a na ekspedycje wysyłano go jedynie po to aby wszystko opisywał. Posiadał o wiele bardziej rozbudowane słownictwo od wszystkich w bazie.
Byliśmy coraz bliżej bazy.Zamieniłem się miejscem z Quinnem, który obawiał się, iż nieprzytomny chłopak na siedzeniu nagle się obudzi. Bał się „mutantów”, opowiedział mi o tym gdy podczas jednej z ekspedycji pokazałem mu Carmen. Dziewczyna spała wtedy na jednym z drzew. Zawołałem go cicho, a on zrobił się blady. Musiałem zawołać Konrada, który wtedy nam towarzyszył, aby pomógł mi go przenieść do namiotu. Wyglądało to śmiesznie, a jednocześnie niepokojąco. Gdy Quinn doszedł do siebie powiedział nam o swojej fobii.
Nagle ember-allat otworzył oczy. Podskoczył tak gwałtownie, że prawie wypadł z naszego Bronto Landole , którego pieszczotliwie ochrzczono w bazie Białą Falą.
- Spokojnie – mruknąłem widząc jak Quinnowi i Irvingowi trzęsą się dłonie.
Samochód zjechał na pobocze i wyhamował z piskiem opon.
- Hi-ja-u – wydyszał podnosząc się z podłogo samochodu. Quinn pobladł i szybko wysiadł. Irving przewrócił oczami i zasunął okna, aby ember-allat nie mógł uciec.
- Jedziemy do twojego domu. Chcemy naprawić kilka spraw - powiedziałem i zaraz tego pożałowałem - Rozumiesz mnie ? – zapytałem po chwili ciszy.
- Hi-ja-u dom – powtórzył jak gdyby się dusił.
Miał jasne, lekko rudawe włosy sięgające łopatek i bladą skórę. Na lewym policzku widniała poszarpana blizna. Ubrany był w skórę jakiegoś zwierzęcia, która jedynie zakrywała jego czułe miejsce. Był bardzo chudy i brakowało mu mięśni. Duże ciemnozielone oczy patrzyły na mnie ze strachem.
- Hijau nie jest twoim domem. Dom jest tam gdzie rodzina. Urodziłeś się w Digding i to ono jest twoim domem.
- Hijau dom - powiedział bardziej stanowczo.
Miał ciepły, ale schrypnięty głos.
- Kto cię nauczył ludzkiej mowy? - zapytałem.
Ember-allat przyłożył dwa palce do lewego ucha i skulił się wydając z siebie dziwny odgłos.
- Masz jakieś imię ?
- Poddany 183… - powiedział zdezorientowany zmianą temat.
Mimowolnie prychnąłem. Chłopak popatrzył na mnie dziwnie.
- Wybacz. Poddany 183 to nie imię. Imię to na przykład Irving, Kiara, Konrad.
Zobaczyłem na twarzy towarzysza uśmieszek gdy wymieniałem jego imię.
- Jak masz na imię? - zapytał chłopak.
- Jestem Dylan- odpowiedziałem ciepło.
- Dylan to nie Hijau…
- Tak, nie jestem z Hijau, ty nie jesteś z Hijau, Quinn nie jest z Hijau. Nikt z nas nie jest z Hijau.
Poddany 183 wzruszył ramionami i ponownie usnął.
Siedziałem chwilę zdezorientowany, a Irving zaczął się śmiać.
Gdy Quinn zdał sobie sprawę, że „mutant” postanowił pójść spać wsiadł do Białej Fali i zaczęliśmy dyskutować.
- Nie ucieka.
- Nie gryzie.
- Mówi.
- Nie warczy.
- Rozumie.
- Myśli.
- Pyta.
- Powtarza.
- Stop ! Fakt, faktem jest inny niż Carmen i Wiktor, ale to nic nie znaczy. Może okazać się naszą nadzieją i szansą, ale jednocześnie zgubą i porażką. Teraz musimy zmusić go aby chciał się zmienić…
- A podobno mamy ich do niczego nie zmuszać - powiedział przekręcając kluczyk Irving.
Przewróciłem oczyma.
Przed oknem mignęły mi włosy Carmen. Hijau zaczęło znikać, a przed Białą Falą pojawiły się zarysy szarości bram Dinding. Przejeżdżając pod murami poczułem ukłucie w brzuch. Wiedziałem, że rozpętałem wojnę.
**********************************************************************************************************************************
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz