Ja, Toivo.
24 lipca 2300 rok
Cześć. Myśleliśmy, że będzie inaczej. Zbudowaliśmy osiemdziesiąt specjalnych domów. W każdym z nich zamknęliśmy jednego noworodka i zwierzę poruszające się na czterech łapach. 90 % dzieci zmarło w czasie pierwszych trzech tygodni. Powód ? Głód, gniew lokatorów, nieakceptacja towarzysza… Kolejne 5 % dzieci zmarło rok później. Pozostałą czwórkę, gdy skończyła siedem lat, wypuściliśmy z „klatek”, jednak to nie byli ludzie. Nie potrafili się dostosować, a wszelkie próby resocjalizacji kończyły się klęską. Badaliśmy ich rok. Wciąż nie wiemy co nami kierowało, gdy zdecydowaliśmy się wykonać ten, jakże okropny, eksperyment. Wywieźliśmy żyjące dzieci do Hijau, jedynego zielonego oraz żywego miejsca na Ziemi. Większość twierdzi, że wysłaliśmy ich na pewną śmierć. One nie zginęły. One przeżyły. Dwa lata później wyruszyłem z ekspedycją do Hijau aby sprawdzić czy Ta czwórka nadal żyje. Wyśledziliśmy jednego z nich, Wiktora. Kiara nazwała go tak, ponieważ był najsilniejszy i jej oczami zwyciężał nad całą resztą. Saoirse górowała nad resztą szybkością i jako jedyna próbowała wydostać się z domów, dlatego nazwano ją Wolnością. Carmen miała piękny głos, co prawda wychowała się z kotami, jednak jej mruczenia było niezwykle melodyjne. Ostatni, nie otrzymał imienia, ilekroć któreś z nas próbowało go rozszyfrować chował się. Wiktor jak na dziesięciolatka był strasznie muskularny, czarne włosy sięgały mu pasa, a zielone oczy z pewnością nie były ludzkie. Udało nam się go złapać. Zamknęliśmy go w pokoju z włączonym telewizorem, jednak i tym razem resocjalizacja okazała się klęską. Wiktor zmarł. Kiara narysowała go i nazwała pierwszym ember-allat, ta nazwa przyjęła się u nas na stałe. Mijały lata. Nie udało nam się odnaleźć pozostałej trójki ember-allat. Wciąż szukamy. To już pięć lat od śmierci Wiktora. Kiarę podczas jednej z ekspedycji zaatakował lew. Zmarła. Bez niej poszukiwania nie są tym samym. Żałuję naszego błędu. Te dzieci mogłyby żyć teraz normalnie. Mieć przyjaciół i rodziny. Zamiast tego biegają po Hijau w towarzystwie zmutowanych zwierząt, bowiem ewolucja wciąż działa, a lwy które widzieliśmy tydzień temu mają pyski końskie, a ogony tygrysie.
Dylan.
„Jak strumienie i rośliny, dusze także potrzebują deszczu, ale deszczu innego rodzaju: nadziei, wiary, sensu istnienia. Gdy tego brak, wszystko w duszy umiera, choć ciało nadal funkcjonuje. Można wtedy powiedzieć: „W tym ciele żył kiedyś człowiek”. ~ Paulo Coelho
Prolog.
Wszystko co robimy jest walką. Musimy walczyć o to aby jeść, aby pić, aby spać, a nawet żyć. Nie zatrzymujemy się, wciąż pędzimy, sami nie wiemy gdzie. Ciągły bieg nas nie osłabia. Jesteśmy królami w naszym świecie, ale każdy król ma swego króla, więc nie możemy uznać się wolnymi. Jest nas dziewiętnastu. Jestem inni niż moi towarzysze. Oni mają lwie łapy, pyski wilcze, posiadają skrzela i niezwykle doskonale rozwinięte mózgi. Ja mam inny pysk, łapy i tułów, ale w naszej gromadzie liczą się dwie rzeczy – prędkość i godność. Potrafię się dostosować, choć czasem trudno mi nadążyć za resztą. Nigdy nie czuję się odrzucony, to moja rodzina. Wychowali mnie. Nie wiem kim tak naprawdę jestem, nikt tego nie wie. Dziesięć metrów przed nami, na gęstym pastwisku widzimy nasz posiłek. Stado owiec z krowimi pyskami zajada mlecze. Zaczajam się i czekam na sygnał. Król ryczy i wszyscy startujemy. Po chwili krew naszego obiadu jest już wszędzie. Rozszarpujemy ciała swoich zdobyczy i rozpoczynamy ucztę. Gdy kończymy łapa w łapę wracamy do domów. Wdrapuję się na gałąź mojego dębu i zasypiam. Hijau nas chroni i karmi. Jest naszą matką, a my jej dziećmi. Żadne z nas nie wychyliło nigdy łapy poza nią. Krążą legendy, że są tam istoty podobne do mnie, jednak poruszające się na dwóch łapach. Chodzą odziani w dziwne materiały i porozumiewają się w niezrozumiały sposób. Podobno nie potrafią kochać i nie mają uczyć, wszystko w nich jest sztuczne. Tamten świat jest inny, niebezpieczny i na pewno nie dla mnie. Hijau to dom. Tu się urodziłem i tu zginę.
Ciekawie się zapowiada!
OdpowiedzUsuńNie pasuje mi tylko te trudne do wymówienia imię: Saoirse
Nie lepiej wymyślić coś łatwiejszego, co czytelnikowi zapadnie w pamięć i nie będzie się musiał zatrzymywać przy czytaniu, aby dobrze to w głowie wymówić?
Saoirse nie będzie często pojawiała się w opowiadaniu, więc chyba nie będzie z tym problemu :) Wszystkie imiona w opowiadaniu są symboliczne i dlatego też tak właśnie wypadło
UsuńMasz lekkie pióro, błędów też nie wyłapałam (więc dostajesz podwójnego plusa XD). Zapowiada się ciekawie i muszę przyznać, iż zaintrygowałaś mnie tym postem.Gdyby to była książka, z chęcią bym po nią sięgnęła :3 Z niecierpliwością czekam na kolejny post. Jeśli istnieje taka możliwość, to chciałabym otrzymywać powiadomienia o nowych postach [albo na blogu (link poniżej) albo na asku (@EmiliaMiler)] :)
OdpowiedzUsuń*Taka chamska reklama ;__;* http://dracoikatnissmiloscwkapitolu.blogspot.com/ Serdecznie zapraszam wszystkich, którzy to przeczytają ♥
Kilka rad od starszej koleżanki :)
OdpowiedzUsuńWydłużaj zdania. Krótkich, pojedynczych zdań fajnie jest użyć, kiedy przyspieszamy akcję. Kiedy spokojnie opisujesz co się dzieje, wydłużaj je... Chyba, że Twój bohater jest żołnierzem, który wyraża się w krótkich, konkretnych wypowiedziach.
Druga rzecz - milej się czyta, kiedy poznajemy nasze postacie w jakiejś sytuacji. Czytelnik łatwiej zapamięta, że jej rudawe włosy zafalowały na wietrze, albo spojrzała w lustro i poprawiła rudy kosmyk, niż gdy napiszesz, że ktoś miał takie a takie cechy. To odnośnie początku opowiadania, gdzie przedstawiasz wszystkie postacie :) Nie odkrywaj od razu swoich kart!
Ogólnie dobrze, fajnie, miły styl :D Pisz dalej!
Zasypana Książkami ;)